No i mamy wyścig do fotela. Chłopaki jeżdżą po Polsce, obiecują cuda – nie-widy, szczerzą zębiska do ludu, wpierdalają śniadanka u jakichś zwykłych zjadaczy chleba i margaryny, a oprócz tego napierdalają się publicznie używając do tego mniej lub bardziej zardzewiałych haków. Trochę mi szkoda tych kandydatów, bo w szalonym tempie biegają po kraju i pajacują. Bronek kopiował Napieralskiego kupując na targu jakieś warzywa.
Nie przepadam za Kaczyńskim, ale muszę przyznać, że w kampanii jest on autentyczny i prawdziwy. A Bronek Marysia Komorowski jest jakiś sztuczny, różowy, plastikowy i trochę wołowato – bucowaty. Obietnice klepie jak mantry, nie zastanawiając się, że głosi wyjęte z lamusa, odkurzone, dyżurne hasła polityków. Rzucił np. hasełko budowy autostrad, a przecież wiadomo, że budowanie dróg nie jest zgodne z substancją narodu polskiego. Mamy szczególne obrzydzenie do budowy dróg szybkiego ruchu. Budujemy je od 30 lat, mniej więcej 6,7 km rocznie. Pieniążki przeznaczone na budowę autostrad gdzieś się przez te wiele lat jebią, a my jako społeczeństwo nie potrafimy zmusić polityków do przyznania się, co się dzieje z tym szmalem. Krótko mówiąc, polityk, który podczas kampanii obiecuje budowę autostrad powinien automatycznie dostać w ryj od Kowalskiego. Raz na kilka lat zbudują 100 km i robią z tego święto narodowe. Nasi powinni pojechać na nauki do krajów trzeciego świata, bo tam drogi są dużo lepsze. Pan marszałek obiecał również Internet w każdym domu. Wiemy w jakiej kondycji jest Internet w Polsce i pewnie lada chwila stanie, a co dopiero mówić o sieci w jakiejś wiosce, gdzie diabeł mówi dobranoc i nie ma mowy o żadnym zasięgu. Premier pomaga wujkowi Bronkowi jak może. Na kongresie przemawiał jak rasowy minister propagandy. Po raz pierwszy takiego go widziałem. W ramach kampanii wujek Donald poinformował służby mundurowe, że jak będą głosowały na Komorowskiego, to rząd nie będzie majstrował przy ich emeryturach.
Podczas drugiej debaty wyraźnie lepszy był Kaczyński. Komorowski zachowywał się jak cienias. Na końcu Komorowski poprosił Kaczyńskiego o autograf, który otrzymał. Dobrze, że z rozpędu nie pocałował Kaczyńskiego w rękę, a mało brakowało.
Moim kandydatem był Korwin – Mikke, ale odpadł, co było do przewidzenia. Zdobył jednak więcej procentów niż wujek Waldek z PSL, rządzący wicepremier. Miałem nie iść na głosowanie, bo nigdy nie rządził ten, na którego oddałem swój głos. Zmieniłem zdanie i idę głosować na Jarosława Kaczyńskiego, bo jeżeli prezydentem zostanie Komorowski, to w Polsce niepodzielnie będzie rządzić Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska.
Opublikował/a pink09
